Czy przyrząd potrzebuje zasilacza?
Nie. Zasilanie i transmisja danych idą tym samym kablem USB 2.0, więc do pracy wystarczy laptop.
Przyrząd nie ma wyświetlacza ani pokręteł: przebieg trafia przez USB 2.0 do programu na komputerze, stamtąd pochodzi też zasilanie. Rezygnacja z ekranu i zasilacza daje obudowę o wymiarach 205 × 120 × 35 mm, którą można wozić w torbie razem z laptopem, a wykres ogląda się na monitorze o rozdzielczości nieporównanie większej niż ekran przyrządu stacjonarnego.
Zakres zastosowań wyznacza pasmo. 20 MHz i próbkowanie 48 MSa/s wystarczają do sygnałów audio, zasilaczy, wolnych magistral i układów z mikrokontrolerem taktowanym pojedynczymi megahercami, natomiast szybkie zbocza cyfrowe wymagają przyrządu o szerszym paśmie. Obudowa jest wykonana z anodyzowanego aluminium, które odprowadza ciepło lepiej niż tworzywo.
Twierdzenie o próbkowaniu wymaga co najmniej dwóch próbek na okres, ale to granica teoretyczna, przy której z sinusa zostaje zygzak. Do czytelnego obrazu przyjmuje się dziesięć próbek na okres, co przy 48 MSa/s daje sensowny podgląd sygnałów do około 5 MHz, mimo deklarowanego pasma toru 20 MHz.
Ta rozbieżność między pasmem analogowym a częstotliwością próbkowania jest typowa dla oscyloskopów komputerowych z niższej półki i warto ją znać przed zakupem. Przy sygnałach powtarzalnych oprogramowanie może składać obraz z wielu przebiegów, ale zdarzenie jednorazowe zostanie zarejestrowane wyłącznie z rzeczywistą rozdzielczością 48 MSa/s.
Nie. Zasilanie i transmisja danych idą tym samym kablem USB 2.0, więc do pracy wystarczy laptop.
Wejścia mają wyłącznie sprzężenie stałoprądowe, więc składowa stała jest zawsze widoczna. Nie ma natomiast możliwości odcięcia jej przełącznikiem AC, co przy oglądaniu małych tętnień na wysokim napięciu stałym wymaga zewnętrznego kondensatora separującego.
Oprogramowanie pozwala podłączyć kilka przyrządów jednocześnie i obsługiwać je z jednego stanowiska, przy czym przebiegi z osobnych urządzeń nie są ze sobą zsynchronizowane sprzętowo.